fbpx

Czy na Dominikanie jest bezpiecznie?

Jak wygląda teraz sytuacja na Dominikanie? Czy Republika Dominikańska to bezpieczny kraj? Przyznam szczerze, że często mnie o to pytacie. Teraz  prawie codziennie odbieram wieści z Dominikany. Nagrywają się na Whatsappie nie tylko dominikańscy znajomi, ale też lokalni przewodnicy, kierowcy oraz instruktorzy tańca. Czyli też przyjaciele!

Republika Dominikańska to ostatni kraj, w którym byłam przed pandemią – wróciłam stamtąd pod koniec lutego 2020, po wyjeździe z tańcem i solowej eskapadzie w góry. Podzielę się zatem swoimi doświadczeniami z moich kilku podróży po tym kraju oraz bieżącymi informacjami od znajomych, którzy na Dominikanie są lub byli ostatnio.

Dominikana to niebezpieczny kraj, lepiej nie wychodzić poza teren hotelu – taki przekaz dostałam od Magdy, zaprzyjaźnionej rezydentki. Naście lat temu pracowałyśmy razem na Majorce (choć dla konkurujących ze sobą biur), a potem ona pojechała pracować na Dominikanę. Ja zaczęłam organizować wyjazdy taneczne na Kubę. Prócz salsy zaczęłam też tańczyć bachatę i zupełnie naturalnie pomyślałam o tanecznych podróżach na Dominikanę.

Pierwszy raz na Dominikanie, i to solo!

Najpierw pojechałam na Dominikanę zupełnie sama, żeby zbadać teren. Poleciałam tam prosto z Kuby – daleko nie jest, to przecież sąsiednie wyspy! Wylądowałam w Santo Domingo… i pierwsze wrażenie było trudne do opisania. Aż dreszcz przeszywa! Czysto, miło, uprzejmie, na lotnisku ładnie pachnie (szczególnie prosty wyznacznik rozwoju cywilizacyjnego, czyli toalety). Sklepy, w których jest praktycznie wszystko – po wciąż komunistycznej Kubie Dominikana wydaje się karaibskim rajem.

Przez pierwsze dni w Santo Domingo mieszkałam w pokoiku wynajętym u Luz, emerytowanej nauczycielki, przecznicę od Puerta del Conde i słynnego deptaku Conde. Od niej też dostałam pierwszą, ważną lekcję jak dbać o swoje bezpieczeństwo na Dominikanie.

Na co uważać w Santo Domingo?

Po pierwsze: mieć przy sobie jak najmniej cennych rzeczy i nie obnosić się z nimi. Najlepiej nie nosić dużego aparatu fotograficznego i nie wyciągać na ulicy komórki. A jeśli już, to na krótko, żeby zadzwonić lub zrobić zdjęcie i od razu ją chować. Pieniędzy też nie nosić dużo, tyle, ile potrzeba na jeden dzień. No i ważne też jest, gdzie się chodzi, czyli po jakich rejonach. Ta wiedza jest akurat na Dominikanie, a szczególnie w Santo Domingo bardzo cenna.

Chodziłam więc sama zabytkowymi uliczkami najstarszego miasta obu Ameryk. Robiłam zdjęcia tylko komórką i szybko ją chowałam, żeby nie kusić losu. Za to poznałam dużo ciekawych ludzi. Bo ja uwielbiam gadać z ludźmi! Znajomość hiszpańskiego przydaje się znakomicie. A jeszcze Dominikańczycy mówią z uroczym, miękkim i ciepłym akcentem! Mam nadzieję, że mój film o Santo Domingo pomoże Wam zdecydować, ile czasu spędzicie w tym mieście: Film robiłam już w czasie kolejnych podróży na Dominikanę z grupami tanecznymi:

 

 

Jakie zagrożenie czyha w dominikańskich autobusach?

Po kilku dniach w Santo Domingo ruszyłam na półwysep Samana, zachwalany jako najpiękniejsze miejsce na Dominikanie. Pojechałam ===>zwykłym autobusem, takim dominikańskim pekaesem. Czy może raczej dominikańskim Flixbusem. W autobusie dbali o nasz komfort, czyli mrozili jak krewetki do transportu. I tu czyha realne niebezpieczeństwo! Jakbym przezornie nie wzięła polaru, to przeziębienie murowane.

Kiedy zziębnięta dotarłam do Las Terrenas, polecanej miejscówki tanecznej, jedynym możliwym środkiem lokalnego transportu było motoconcho, czyli motocykl pełniący rolę taksówki. Dumni kierowcy noszą specjalne, odblaskowe kamizelki, pokazujące, że są profesjonalistami. – Nie jeździj motoconcho, to niebezpieczne! – mówili znajomi. Ale spróbowałam, jeżdżę i póki co nic mi się nie stało.

Gdzie spać?

Musiałam znaleźć jakiś nocleg. Kiedy jeżdżę sama, śpię w różnych miejscach. Skorzystałam z rad miejscowych naganiaczy, rezydujących na wyszczerbionym murku. Wylądowałam w skromniutkim quasi hoteliku robotniczym. Mieszkali tam ludzie pracujący w okolicy, sporo Haitańczyków, przed którymi Dominikańczycy często przestrzegają. Czy słusznie? Nie wiem. Nie śledziłam statystyk. Z moich obserwacji wielu z nich to uciekinierzy do lepszego świata, zapełniający nisko płatne stanowiska. Niektórzy pracują tu od wielu lat i dorobili się własnych niewielkich firm. Inni po przejściu przez zieloną granicę nie mają paszportów – ani szans, żeby je dostać! Nie zakładajmy, że wszyscy to złodzieje ani też ludzie kryształowo uczciwi. Różnie można trafić.

Taki był początek mojej pierwszej podróży po Dominikanie. Od tej pory zjeździłam wyspę kilkakrotnie, czy to solo, czy z wyjazdami tanecznymi, które organizuję. Po kilku doświadczeniach z ogromnymi hotelami all inclusive już z nich nie korzystam. Wygodne miejsca na wypoczynek, ale to są getta turystyczne. Nie dają szans na głębsze poznanie kraju, jego kultury i mieszkańców. Dlatego wolę mieszkać w lokalnych hotelikach. Tam,  gdzie można wyjść na ulicę, i patrzeć, jak żyją ludzie.

Ale trzeba przestrzegać zasad bezpieczeństwa i słuchać, co mówią miejscowi i przed czym ostrzegają. Dominikana to nie Szwajcaria czy Szwecja, ale też nie figuruje w pierwszej dwudziestce krajów o najwyższej liczbie morderstw na 100 tysięcy mieszkańców. A są tam Brazylia, Kolumbia i Gwatemala.

Nie chcę wmawiać, że Dominikana to całkiem bezpieczny kraj. To Karaiby, Ameryka Łacińska. Zdarzają się napady z bronią, nożem, nawet maczetą. Wyrywanie torebek przez motocyklistów – podobnie jak zdarzało się we Włoszech. Zdarzają się kradzieże, także z pokoi hotelowych – słyszałam takie historie od znajomych rezydentów biur podróży. Dlatego przestrzegają przed niebezpieczeństwami swoich gości. Po co mają mieć zepsute wakacje.

Na Dominikanie zarobki są nieduże, a ceny czasem absurdalnie wysokie. Zobaczycie zresztą sami. Dlatego część z przesympatycznych, życzliwych i uśmiechniętych Dominikańczyków wybierze drogę na skróty i zabawią się w latynoskich Janosików. Tylko tymi bogatymi, którzy mają oddać biedniejszym w ramach wyrównania nierówności społecznych, będziemy my, czyli turyści. Wiadomo – jak ktoś przyjeżdża na wakacje na Dominikanę z bogatego świata, to znaczy że ma pieniądze. Proste? Proste.

Zasady bezpieczeństwa na Dominkanie:

  • nie kuś cennymi rzeczami. Mniej masz, jesteś bezpieczniejsza/y. Zastanów się co brać w podróż jeszcze na etapie pakowania. Czy chcesz wyglądać jak bogaty turysta obwieszony złotem, w markowych okularach? Piszę o okularach słonecznych, bo swoje zostawiłam na chwilę na tarasie w hotelu i zniknęły niestety…
  • zdjęcia i filmy trzeba czymś robić, wiadomo. Ale uważaj gdzie i kiedy. Staraj się mieć aparat czy komórkę na widoku jak najkrócej. Nie wymachuj najnowszym modelem iPhona. Owszem, co prawda po kradzieży można go zablokować, ale i tak nada się do sprzedaży na części.
  • w hotelach drzwi pilnują ochroniarze. Na starówce w Santo Domingo policja turystyczna (CESTUR) czuwa prawie na każdym rogu. Mają białe koszule z niebieskimi oznaczeniami. Kiedy czujesz zagrożenie, korzystaj z ich pomocy. Po to tam są.
  • słuchaj miejscowych. Oni wiedzą, które miejsca są bezpieczne, a które nie. Jak mówią, że gdzieś jest „peligroso”, czyli niebezpiecznie, to nie pchaj się tam! Chyba, że chcesz sprawdzić na własnej skórze…
  • jeśli będziesz mieć pecha i ktoś cię zaatakuje, nie stawiaj się. Oddaj to, czego chce. Lepiej stracić aparat, komórkę czy pieniądze niż życie.
  • a propos powyższego punktu: dobrą praktyką jest regularne zgrywanie zdjęć i filmów, choćby backup na dysku czy w sieci. Jak ukradną ci komórkę, nie stracisz ich.
  • poznawanie ludzi to kapitalna sprawa. Osobiście uwielbiam! Jednak są tacy, dla których kontakty z turystami to źródło dochodu. Nie tylko sprzedawcy cygar czy wisiorków z larimaru. Dominikana to też kierunek seks turystyki. I to bez dyskryminacji ze względu na płeć. Urocze dziewczęta i przystojni panowie są najbardziej aktywni w rejonach, gdzie jest dużo turystów. Niebezpieczeństwem są nie tylko choroby, szczególnie HIV. Także szantaże czy prośby o wsparcie. Mama i babcia chorują… Niektórzy nie ukrywają, że ich celem jest wyprowadzka do Europy (choć lepiej do USA). Szukają więc sponsorów.
  • handlarze narkotyków są do usług. Ale czy na pewno chcą twojego dobra? Za posiadanie i zażywanie narkotyków na Dominikanie grozi grzywna i więzienie!
  • mrok prowokuje rabusiów. Jeśli chcesz przemieszczać się nocą, zwiększ czujność.
  • choroby tropikalne – nasz MSZ radzi zaszczepić się przeciw żółtej febrze, tężcowi, dyfterytowi, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, zapaleniu opon mózgowych typu A i C. Ale nie są to szczepienia obowiązkowe.
  • niebezpieczna może okazać woda z kranu. Po wypiciu, oczywiście. Lepiej pić wodę butelkowaną.
  • Czy jedzenie na ulicy albo w lokalnych jadłodajniach zwanych comedores jest bezpieczne? Często na Dominikanie stołuję się w takich miejscach i nigdy nie miałam tam problemów żołądkowych. A w Indiach i owszem. Co nie znaczy, że nikt nie będzie miał. Zatruć możemy się i w Polsce.
  • Słońce przysparza najwięcej kłopotów. Po opaliznę jedziemy na Karaiby, ale pamiętajmy o stosowaniu kremów z filtrem. O poparzenia nietrudno!

Jak chcecie wiedzieć, jak sama podróżowałam po dominikańskim interiorze, zapraszam na film:

Newsletter

Daj się zainspirować! Raz w miesiącu (lub rzadziej) prześlę Ci relacje z moich podróży, porady oraz konkretne informacje.

Zapoznałem się z Polityką Prywatności*

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych*

Daj się zainspirować!

Raz miesiącu dę Ci przysyłać moje relacje podróży, plany oraz konkretne informacje. Beata Radecka.

Zapoznałem się z Polityką Prywatności*

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych*