Lecimy, lecimy, lecimy, już ponad pięć godzin, a pod nami ciągle tylko Wielki Błękit, czyli przestwór największego oceanu. A potem na ekranie w samolocie pojawia się malutka kropeczka. Że też udało nam się trafić w środek Pacyfiku!  – przechodzi mi przez głowę myśl. Całą wulkaniczną wysepkę widać jak na dłoni. Ten maleńki trójkąt to cel naszej wymarzonej podróży na koniec świata! I tam właśnie już lądujemy.  

Najbardziej samotne miejsce na ziemi

Gdzieś wyczytałam, że Wyspa Wielkanocna to najbardziej samotne miejsce na ziemi. Może tak być. Najbliżsi sąsiedzi mieszkają ponad 2 tysiące kilometrów, na maleńkiej wysepce Pitcairn. Natomiast z Chile, do którego od ponad stu lat należy ten skrawek lądu, leci się ponad 5 godzin – to prawie 4 tysiące kilometrów

Za to pas startowy jest o wiele dłuższy niż na innych lotniskach, ma trzy kilometry długości i ciągnie się przez całą wyspę. Dlaczego? Czyżby pilotowi trudno było wyhamować po tak długim locie? – żartujemy. Nie! NASA zainwestowało w lotnisko na tak odludnej wysepce, żeby w razie problemów mogły awaryjnie lądować tu wahadłowce kosmiczne!

Wysiadamy wprost na płytę lotniska. Nasz ogromny dreamliner i maleńki baraczek lotniska – jak to śmiesznie wygląda! Robimy sobie zdjęcia, nikt na nas nie krzyczy, nie przegania. Odbieramy walizki w dusznym pomieszczeniu, na zewnątrz czekają przewodnicy i kierowcy, na powitanie zawieszając na szyjach nowoprzybyłych wieńce wonnych kwiatów. Zostawiamy bagaże w hotelu i ruszamy na podbój samotnej, egzotycznej wysepki. Jej najdłuższy bok ma zaledwie 24 kilometry długości!

Moai patrzą z góry z kamiennym spokojem

Wyspa Wielkanocna kojarzy się z ogromnymi posągami. Na początku naszej wyprawy ruszamy więc na przywitanie pierwszych „moai” – znajdziemy je w porcie. Gigantycznych bazaltowych posągów o zaciśniętych ustach, wysokich na kilkanaście metrów, jest na całej wysepce kilkaset. Kto i po co je pracowicie rzeźbił? Nie wiadomo, choć naukowcy łamią sobie nad tym głowy od lat. Musiało to zająć wieki całym pokoleniom.

Tuż pod moai dzieciaki kopią piłkę. Sporo osób porusza się konno, i to bez siodeł, na oklep! Właśnie podjechała trójka maluchów na jednym wierzchowcu, zostawili rumaka, i zaczęli się bawić.

„Stolica”, czyli Hanga Roa, jedyna miejscowość na wyspie, to w gruncie rzeczy większa wieś– ma 3,5 tysiąca mieszkańców, wszyscy się znają. Życie toczy się niespiesznie, swoim rytmem. 

Wyprawa na wulkan Rano Kao

Na pierwszy ogień wybieramy wycieczkę na górujący nad Hanga Roa wulkan Rano Kao. Krater ma sporą wyrwę, przez którą otwiera się widok na ocean. Wewnątrz krateru jest pełno wody – dzięki zgromadzonej w wulkanach deszczówce nie ma tu problemów ze słodką wodą. Widoki z góry na całą wyspę – przepiękne! 

Kupujemy bilety do Parku Narodowego, i wchodzimy do wioski ceremonialnej Orongo. W małych domkach z kamienia mieszkano tylko w czasie konkursu – ceremonialnego szukania jaja rybitwy. Aż do drugiej połowy XIX wieku  skaliste wybrzeże przy trzech maleńkich wysepkach było miejscem kultu człowieka – ptaka. Z każdego plemienia wybierano najdzielniejszego, który potrafił bez zadrapania zejść 400 metrów w dół po stromym klifie, nie zważając na rekiny dopłynąć do skalistej wyspy i znaleźć na niej pierwsze jajo rybitwy. Zwycięzca przypływał z jajem do swego wodza, który dostępował niezwykłych zaszczytów – golono mu głowę, malowano na kolorowo, i następny rok spędzał w całkowitym odosobnieniu. On, a może raczej jego wódz – co do tego zdania są podzielone. Dla towarzystwa dostawał białą dziewicę, trzymaną wcześniej wiele miesięcy w jaskini, żeby nie dosięgły jej promienie słońca. 

Piękni z dzikością w oku

Wieczorem idziemy na występy zespołu Kari Kari. Ciasne ławeczki, prosta, drewniana scena – ale tyle pasji, żywiołowości i entuzjazmu, co mają w sobie tancerze, dawno nie widziałam!  

Mieszkańcy Rapa Nui – tak nazywa się wyspa po polinezyjsku – są smagli, przystojni i mają dzikość w oku

Kultywują prastare zwyczaje, spontanicznie tańczą i śpiewają. W czasie odbywanego raz w roku festiwalu Tapati rywalizują ze sobą całe rody. Najbardziej ekscytującą konkurencją jest zjazd ze stromego zbocza na pniu bananowca – zawodnicy przyodziani jedynie w przepaski biodrowe rozwijają prędkość prawie 100 km na godzinę!

Nie mają powodów, żeby lubić przybyszów: w święta Bożego Narodzenia 1862 roku do brzegów wyspy podpłynął statek z kolorowymi fatałaszkami i paciorkami. Zwabionym podarkami wyspiarzom załoga dała papier i ołówki. Czegoś takiego miejscowi nie znali, zaczęli się więc nimi bawić i rysować. Okazało się, że w ten sposób podpisują straszliwe kontrakty – statek należał do łowców niewolników. Kogo nie mogli pojmać, od razu zabijali. W ten sposób wywieźli tysiąc wyspiarzy do katorżniczej pracy w kopalniach guana u wybrzeży Peru. Kiedy dowiedział się o tym biskup Tahiti, wywalczył zwolnienie nieszczęśników, tyle że 900 już zmarło z głodu, chorób i pracy w straszliwych warunkach. Z setki ocalałych, których odesłano do domu, 85 umarło w drodze na ospę wietrzną, a garstka tych, którzy dotarli do ojczystej wyspy, zaraziła ziomków. Z wielotysięcznej, dobrze zorganizowanej cywilizacji przeżyła zaledwie setka ludzi. 

Ekspedycja na Rano Raraku  gdzie wykuwano posągi 

Następnego dnia jedziemy dalej. Chcemy zobaczyć skąd brano kamień i gdzie rzeźbiono moai – wyciosywano je w skale od razu na miejscu, na zboczu dawnego wulkanu Rano Raraku. To chyba najciekawsze miejsce na wyspie – widać rzeźby w różnej fazie obróbki, a gotowe olbrzymy stoją pionowo, zagrzebane po szyję w ziemi, wyglądają jakby schodziły w dół. 

Gigantyczne kamienne posągi, sięgające 22 metrów wysokości i ważące może nawet po 200 ton, rozsławiły na cały świat maleńką wysepkę. Jest ich na Wyspie Wielkanocnej ponad 800. Połowa wciąż tkwi w zboczach wulkanu Rano Raraku, gdzie je wykuwano. Pozostałe, kilkudziesięciotonowe kolosy  transportowano na krańce wyspy, żeby ustawić je na grobach wodzów, plecami do oceanu, aby przez nie dawali moc i siłę swojemu ludowi. 

Ile czasu wykuwano posągi na Wyspie Wielkanocnej?

Wykucie posągu zajmowało wyspecjalizowanej ekipie nawet ponad rok, transport około dwóch miesięcy, a postawienie w pozycji pionowej kolejne dwa miesiące.

Kilkudziesięciotonowe gotowe rzeźby transportowano nawet kilkanaście kilometrów. W jaki sposób? Teorii jest kilka: może przeciągano je na drewnianych rolkach, a może na ogromnych drewnianych saniach. W pewnym momencie drewno się skończyło, a ludność pogrążyła się w bratobójczych walkach. Kanibalizm był na porządku dziennym. W czasie wojen wszystkie posągi zostały przewrócone na brzuch, żeby dane rody nie miały wsparcia z ich strony. Od pięćdziesięciu lat z niemałym trudem są podnoszone i ustawiane z powrotem na platformach przez ekipy archeologów. 

Można spokojnie robić sobie z nimi zdjęcia, musimy tylko pamiętać, że nie wolno ich dotykać. Warto zadumać się na wulkanicznym zboczu. Wokół bezkres oceanu, wysuszona słońcem trawa, hasają swobodnie stada koni – bynajmniej nie dzikich, mają właściciela, ale nikt nie widzi powodu żeby zamykać zwierzęta, skoro same mogą wybierać pastwiska. Koni jest tu tyle, ile ludzi! 

Najpiękniejsza egzotyczna plaża świata

Chcemy na plażę, mamy przecież wakacje! Gdzie znajdziemy piasek, palmy i orzeźwiającą wodę? Idealnym miejscem na wypoczynek jest słynna plaża Anakena. W niedużej zatoczce z przeczystą kryształową wodą, w cieniu palm i moai, można rozkoszować się samotnością podobnie jak robili to członkowie ekspedycji Thora Heyerdahla, która przybyła tu w latach pięćdziesiątych. Przywieźli swoim statkiem pierwszy samochód, ale nie było wtedy dróg, a statek zaopatrzeniowy przypływał raz na rok. Teraz co prawda od niedawna już mają zasięg telefony komórkowe, ale wciąż jest dość dziko i spokojnie. Wygląda na to, że wyspa gwałtownie się nie zmienia.

Jakie są ceny na Wyspie Wielkanocnej?

Nie ukrywajmy – jest drogo. Powiem wprost: to jedno z droższych miejsc na wakacje. Dlatego rzadko kto zabawi tam dłużej. Ale Wyspa Wielkanocna jest mała, więc wystarczą trzy dni, żeby poznać ją całą. 

Skąd się biorą wysokie ceny? Przeloty są drogie, zmonopolizowane przez jedną linię lotniczą. Nie obniżają cen, bo chętnych jest wystarczająco wielu i bilety trzeba kupować z dużym wyprzedzeniem. Stali mieszkańcy wyspy mają na szczęście duże zniżki. Na miejscu też ceny są o wiele wyższe niż na kontynencie -wszystko trzeba przecież sprowadzać. Dlatego przybywają tu jedynie prawdziwi zapaleńcy i obieżyświaci. I tak jest ich wystarczająco jak na maleńką wysepkę. 

Beata Radecka (poniżej moje zdjęcie z moai na sekundę przedtem, zanim dowiedziałam się, że nie można dotykać posągów. Ale to był mój pierwszy raz na Wyspie Wielkanocnej, dawno temu, więc wybaczcie) 

5 grudnia 2017

Chcesz zobaczyć kamienne posągi na Wyspie Wielkanocnej? Twoja podróż życia nie tylko na Rapa Nui zacznie się 13 marca 2021 >>> Zobacz więcej szczegółów

 

 

Newsletter

Raz w miesiącu prześlemy ci inspiracje wyjazdowe i porady na temat podróżowania

Zapoznałem się z Polityką Prywatności*

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych*