Sam się zdziwiłem jak napisałem ten tytuł. Wyspy Kanaryjskie reklamują się przecież jako miejsce wiecznych wakacji. Stała, przyjemna temperatura, słońce, ocean i dobre jedzenie. Czego chcieć więcej?
Po kolejnym prawie ogólnoświatowym zamknięciu podróży znowu odmrażamy turystykę. Ledwie rząd Hiszpanii przestał wymagać od zaszczepionych i ozdrowieńców drogich testów, postanowiłem sprawdzić jak Teneryfa przygotowała się na ponowne przyjęcie turystów. I okazuje się, że nie wie prawica co czyni lewica. Zarówno linia lotnicza jak i zarezerwowany apartament bombardowali mnie ostrzeżeniami o konieczności zrobienia testu PCR. Jak się po wymianie korespondencji okazało, automat wysyłający wiadomości sms nie został jeszcze zaktualizowany. Już, już miałem publikować ten tekst, ale okazało się, że trafiliśmy do zielonej strefy i nawet niezaszczepieni nie muszą (od 21 czerwca) okazywać żadnych testów. Wyobrażam sobie bałagan na lotniskach w pierwszy dzień lata. Tym, bardziej, że jest to wersja testowa tymczasowa do 27 czerwca.
Jedno co się nie zmieniło, to wymóg rejestracji podróży przez internet na hiszpańskich stronach ===>SpTH Trzeba to zrobić 48 godzin przed przylotem, a wśród informacji oczywistych (stan zdrowia, adres) musimy podać numer miejsca w samolocie. Czyli odprawić się też trzeba przez internet.
Dzięki temu dostaniemy mejla z magicznym kodem QR. Kiedyś, żeby wejść na pokład samolotu trzeba było mieć kartę pokładową i dowód/paszport. Teraz moje dokumenty tożsamości były sprawdzone pobieżnie. O wiele dokładniej sprawdzono kody QR: potwierdzający szczepienie oraz hiszpański SpTH. Bez tego kodu nie wpuszczą na pokład. Ale zeskanowano tylko kartę pokładową.
Po przylocie na Teneryfę Hiszpanie zeskanowali jedynie kod QR, który otrzymałem pocztą elektroniczną

Ufff! Jestem na miejscu. Na lotnisku sporo ludzi choć daleko do tłoku z dawnych dobrych czasów. Pierwsze zaskoczenie: wymóg noszenia masek obowiązuje także po wyjściu z terminala. Jest to dość skrupulatnie przestrzegane, a Guardia Civil potrafi wlepić mandaty o wysokości 500 euro. Maski nie są obowiązkowe w czasie kąpieli w basenie czy oceanie. Jak mi powiedziała pani z informacji turystycznej w Santa Cruz: Formalnie trzeba nosić także na plaży, choć akurat w tym przypadku strażnicy ze swoich uprawnień korzystają tylko aby uniknąć spontanicznych imprez na plaży. Nie trzeba nosić maski w czasie uprawiania sportu. Biegacze i rowerzyści raczej masek nie mieli. Czy spacer można zaliczyć do aktywności sportowej? Nawet amatorzy popularnego nordic walking mieli zakryte usta i nos. Maski nie są obowiązkowe w restauracji, przy stoliku. Ale idąc do toalety trzeba już maskę założyć.
No właśnie. Restauracje. O ile brak tłoku na plaży wiele osób uzna za zaletę, to mniejszy niż zwykle wybór miejsc do jedzenia może być dla niektórych problemem. Wiele barów i pubów jest zamkniętych z budzącymi nadzieję napisami: otworzymy kiedy wróci turystyka.




Podobnie jest z hotelami: sporo z nich jest zamkniętych. Momentami czułem się niczym w wiosce potiomkinowskiej. Szczególnie w turystycznych Los Cristianos czy Playa del Ingles. Nieco lepiej – w miarę normalny ruch – wyglądała sytuacja w Santa Cruz.

Działa komunikacja publiczna, więc dojedziemy prawie wszędzie zielonymi autobusami. Prawie, bo na czas pandemii zawieszono linie do Parku Narodowego Teide. Tam tylko wypożyczonym samochodem lub ze zorganizowaną wycieczką. Dzięki ===>Active Canarias udało się zarezerwować taką wycieczkę z dnia na dzień. Nie jest to łatwe, bo działa mniej firm. Mój autobus przyjechał punktualnie i był wypełniony do ostatniego miejsca. Oczywiście wszyscy w maskach, co o dziwo nie skończyło się żadnymi omdleniami. Wjeżdżamy bowiem na 2000 metrów nad poziomem morza z tegoż poziomu morza. W kalderze jest wyznaczonych wiele pieszych szlaków turystycznych. Strażnik na pytanie czy na tej wysokości też trzeba zakrywać twarz odpowiedział:– Bądźmy rozsądni. Skoro idziesz sam to nie zasłaniaj ust. I tak jest tu mniej powietrza niż na dole. Zakryj tylko mijając ludzi.
A ludzi w górach było sporo. Parking pod najpopularniejszym miejscem widokowym był niemal pełen. Podobnie pod kolejką linową na najwyższy szczyt Hiszpanii. Sama kolejka nie jeździła. Nie ze względu na obostrzenia. Unieruchomił ją silny wiatr u góry, który jest jeszcze bardziej nieprzewidywalny niż kolejne regulacje dotyczące podróżowania.
Mieczysław Pawłowicz ===>Listy z podróży
Adeje/Warszawa 21 czerwca 2021

